Blog > Komentarze do wpisu

Latanie, czas i chaos

Jestem w ogyakarcie, zwanej tu po prostu Dzogdza. Jest godzina 7 rano, wlasnie tu dolecialam i probuje sie zlokalizowac w czasie i przestrzeni.

Lot z Franfurtu do Dzakarty zlecial migiem. Do Singapuru lecialam w towarzystwie rodaka - marynarza-kucharza, ktory do listopaa bedzie plywal na statku wozacym piasek z Wietnamu do Singapuru, gdzie powstanie wyspa. Drugi Dubaj.

W Singapurze wyrzucili wszystkich z samolotu i pogonili do hali tranzytowej, po drodze swiezo wyniesiony z samolot bagaz trzba bylo poddac kontroli, gdzie przyczepiono sie do mojej drogoennej coli (2,60euro za lotnisku we Frankfurcie). Ze skapstwa cala wypilam. am na tym wyjezdzie pecha do coli. Pierwsza skonfiskowano mi na Okeciu a dzisiaj w amolocie zgubilam nakretke do kolejnej i musialam wypic cala na miejscu. Chyba to znak, zeby przestawic sie na inne napoje.

W Dzakarcie formalnosci wjazdowe to byla czysta formalnosc. Czekal na mnie mily pan z kartka z moim nazwiskiem i zawiosl mnie do luksusowego hotelu - w Europie na taki standard niepredko bedzie mnie stac. Zamowilam budzenie na 3.30, bo o 4 mialam trabsport na lotnisko nakolejny samolot. Wstalam bez problemu, w koncu to nasz polski wieczor, zjadlam w biegu sniadanie, wymeldowalam sie z hotelu i wtedy okazalo sie, z zle zmienilam czas i jest 3. Nie wiem, jakim cudem roznica miedzy Polska a Jawa to 5 godzin a nie 6 albo mam problemy z matematyka. Zawsze mi sie wydawalo, ze 13 + 6 to 19, ale moze bylam w bledzie i jest to 18. Zeby bylo smieszniej, zegarek przestawilam w Singapurze, gdzie jest jeszcze godzina do przodu.

W ogole z czym w locie jest smiesznie. Daja kolacje, gasza swiatla i klade sie spac o polnocy, wstaje o 7 i dostaje sniadanie w stylu obiadowym, bo okazuje sie, ze jest juz 13. Dolatuje na miejsce, jest wieczor i bedac po sniadaniu, jestem po obiedzie.

W Dzakarcie zapachnialo Azja. Goraco, parno, a powietrze ma kiszony zapach. Jest tak geste, ze ma smak, lekko kwasny, choc podobno te dw zmysly sie myla i czesc smakow czujemy zpowodu ich zapachu. Jest tu czysto, co mnie bardzo zaskoczylo. W Dzakarcie kolo lotniska widac biede, dzieciaki gromadnie bawiace sie w rozsypujacych sie domkach, ale w porownaniu z Indiami jest tu luksus i zamoznosc. Nie spotkalam sie na razie z nachalnoscia miejscowych, ale podobno wszystko przede mna.

Ludzie sa bardzo spokojni i mili,prawie wszyscy maja serdecznosc w oczach. Pomagaja sami z siebie na kazdym kroku i gdyby nie ta pomoc, to zginelabym niechubnie z powodu niedoinformowania. Np. na otnisku odprawa do Dzogdzy byla w zupelnie innych okienkach, niz bylo napisane, podobnie bylo z boardingiem, tez ni sie nie zgadzalo. A propos zginiecia - jak cos mnie tu wykonczy, to bedzie to klimatyzacja. Nie wzielam niestety cienkiego polara, bo nie spodziewalam sie chodow. A o ile na dworze jest upal i lepko, to w pomieszczeniach srodkach transportu mozna zamarznac.

 

niedziela, 31 maja 2009, reska

Polecane wpisy

  • Czakry bez toksyn

    Dzisiaj jestem bez formy i z bolem glowy, wiec poszlam na masaz, ktory usunal tozyny z czakr i czuje sie jak moda bogini. Po zaty zwiedzalam Ubud, ktory jest pr

  • Z piekla do raju

    Jak co dzien na uropie wstalam o 4 rano (serio). Nocleg byl na plantacji kawy. O 5 wyruszylismy do wulkany Kawah Ijen. Wyruszylismy - bo wycieczka byla zorganiz

  • Dzogdza

    Dzis ostani dzien w Dzogdzy. Wreszcie zwiedzilam miasto. Napierw palac Sultana, po ktorym oprowadzala mnie apatyczna przewodniczka recytujaca nudna lekcje: Na t

  • Indonezja - Jawa - Yogyakarta

      Nasze pierwsze kroki w Indonezji postawiliśmy w Yogyakarcie (czyt. dżogdżakarcie) - dosyć sporym mieście położonym w południowej części wyspy Jawa. Tutaj

  • Kawka z kupy kota

    Po intensywnym wulkanicznym dwuboju i krótkim odpoczynku uświadomiłem sobie, że mój czas na Jawie się kończy. Trzeba się było ograniczać, jeśli chodzi o miejsca

TrackBack
TrackBack URL wpisu: