|
Blog > Komentarze do wpisu
Tataria z lewa i z prawa
Ostatnio przeczytałam dwie ksiażki, które w pewien sposób się uzupełniły. "Na wschód do Tatarii" Roberta Kaplana i "Dobranoc, panie Lenin" Tiziano Terzaniego. Dlaczego się uzupełniły? Ano dlatego, że Kaplan podróżówał parę lat po Terzanim po wschodnich Bałkanach, Bliskim Wschodzie, Kaukazie, aż do Turkmenistanu, który swieżo stał się totalitarny, a Terzani w czasie rozpadu Związku Radzieckiego jechał z Syberii przez republiki środkowoazjatyckie, których tożsamość się dopiero kształtowała i zakończył podróż na Kaukazie. Po części więc książki dotyczą tego samego obszaru, a że zaczęłam od Kaplana, to cofałam się w czasie.
Kaplan odwiedzane tereny czuje świetnie. Ma wszechstronną wiedzę, umiejętność dostosowywania się do rzeczywistości i elastyczność. Aż chce się powiedzieć, że tylko Żyd, którym o jest, przedtsawiciel narodu, który przez stulecia był bez państwa, może tak bez uprzedzeń i z taką elastycznością oraz erudycją i wyczuciem podróżować i opisać ziemię, na której jest taki kocioł. "Na wschód do Tatarii" to książka o tym, jak historia opisanych ziem wpływa na ich teraźniejszość i przyszłość, jak religia i systemy polityczne wpływają na ludzi i zmieniają ich myślenie, jak wszystko, co nas otacza, wpływa na to, jacy jesteśmy. Autor opisuje, a przy tym próbuje zrozumieć pokomplikowanie tych terenów. Taka podróż, przez tak duży obszar, przy nieznajomości lokalnych języków, musi być oczywiście nieco powierzchowna, ale dzięki temu lżej się to czyta. Rozprawa z bogatą dokumentacja byłaby niestrawna. Niemniej jednak Wyjątkowy Mężczyzna, który zdążył sie do książki dorwać, spytał, czytając o Gruzji, czy to jest zgodne z warsztatem dziennikarskim, żeby o takim zdarzeniu, jak rządy Gamsachurdii, pisać powołując się tylko na jedno źródło... Hm, w zasadzie Kaplan pisał raczej o odbiorze społecznym rządów Gamsachurdii i o konkretnej rozmowie, więc nie widzę wykroczenia;) Ale faktem jest, że parę razy miałam niedosyt, że jakaś kwestia została opisana po wierzchu, w oparciu o jedną rozmowę. Choć generalnie książka jest znakomita. Za to Terzani mnie rozczarował. Ten wybitny znawca Azji Płd-Wsch. przez kraje rozpadajacego się ZSRR przemknął galopem, w każdym po parę dni zaledwie, do tego bez znajomości języka. Początek był zachęcajacy, na Syberii Terzani trochę posiedział, co od razu było widac po książce. A dalej to już mogiła. Jedzie do miasta, lokuje się w hotelu Intourist, załatwia tłumacza i prosi o zorganizowanie spotkania z lokalnymi vipami, przedstawicielami władz i opozycji. Dwa dni później kolejne miasto i tak cały czas, z nieznacznymi modyfikacjami. Oczywiscie, jako że reporterem był świetnym, Terzani coś tam, i to nawet sporo, z tej podróży wyniósł. Przede wszystkim to, czym był Związek Radziecki, co dla lewicowego intelektualisty z Zachodu jest dużym odkryciem. Ale poza tym książka to ślizganie się po wierzchu. Przyznam, że zdziwiła mnie jego nieznajomość rosyjskiego. Terenów postsowieckich bez rosyjskiego się nie zrozumie i tłumacz tego nie rozwiąże. Rosyjski ze specyficzną aluzyjnością i swoistym opisywaniem komunizmu wydajemi się nieprzetłumaczalny, nawet na polski, a co dopiero na angielski. Zdecydowanie wolę czytać azjatyckie książki Terzaniego. Ale gdy połączyć Kaplana z Terzanim, to wyłania się ciekawy obraz granicy Azji z Europą i terenów postradzieckich, widziany oczami ludzi z Zachodu. piątek, 04 listopada 2011, reska
TrackBack
|
|