Blog > Komentarze do wpisu

Z lekkim sentymentem

Idąc dziś w piękny słoneczny poranek na śniadanie prasowe miałam flashback. Nagle dotarło do mnie, jaka dziś jest data i że 6 lat temu w piękny słoneczny poranek cieplejszy o kilkanaście stopni niż dzisiejszy, szlam na Krymie z M.wśród ukwieconych łąk. Jeszcze nie byliśmy parą, a ja szlam i myślałam, że właśnie ten moment zapamiętam na lata, bo słońce, zapach wczesnej jesieni i łysy facet w dżinsach i brązowym swetrze obok mnie, szpetny, ale wyjątkowy. Ten jeden jedyny- myślałam wtedy. I niestety rzeczywiście tamten moment tamtego poranka wbił mi się w pamięć.

Gdy doszłam dziś na śniadanie, skupiłam się na konsumpcji znakomitego twarożku, powściągając zapędy wegańskie, jakie mam ostatnio. Oraz skupiłam się na aspektach merytorycznych spotkania które szczęśliwie szybko wyewoluowały na kwestie niemerytoryczne, czyli koty i o dziwo nie ja doprowadziłam do tej ewolucji. W każdym razie na spotkaniu zupełnie zapomniałam o rocznicy, co dobrze świadczy o moim stanie psychicznym;)

Niemniej jednak jakaś struna drgnęła. Co jakiś czas śni mi się M. Mam coś na kształt serialu sennego. Tak jakbym spotykała M. w życiu. Najpierw tylko z żoną potem z dzieckiem, niedawno śnił mi się z dwójką dzieci. Nic o człowieku nie wiem od lat. Nie wiem ile ma dzieci. A ten sen jest taki realistyczny. Parę tygodni temu śnił mi się kolejny odcinek, ale obudziłam się spokojna i obojętna. Od uczuć jestem wolna. Jednak ciągle pamiętam tę świadomość że to jet ten i tylko i ten żaden inny. akie poczucie pewności.I hoc dziś tak nie uważam, to nie umiem się odblokować i otworzyć na nowe uczucie.  Bo skoro wtedy byłam pewna, to jaka pewność jest tak naprawdę pewnością? I jak zaufać komuś skoro się ufało i okazało się to tak dotkliwie bez sensu?

A przy tym wszystkim jest mi dobrze we własnym życiu. Bardziej boli mnie to że świat jest okrutny niż to że coś mnie potyka niedobrego. Czasem mam takie przebłyski, gdy myślę, że szczęściem będzie przeżyć życie, jeśli nie dojdzie przy mnie do ludobójstwa czy choćby "zwykłych" okrucieństw. Patrzę na to co dzieje się w społeczeństwie i cieszę się, że nie mam dzieci bo narasta we mnie poczucie, że zsuwamy się w stronę przepaści. Podział społeczeństwa, nienawiść do obcych, odczłowieczanie innych ludzi - podskórnie czuję, że doprowadzi to do tragedii.

Za to moje własne sprawy mnie cieszą choć zmęczona jestem bardzo. Ostatnio miałam kryzys w pracy, bo wierszówka poszła w dół, a szef nie chciał mi dać 3 tygodni urlopu. Zaczęło mnie kusić odejście z redakcji, bo jakkolwiek rozumiem racje, że nieobecność dziennikarza opiekującego się dwiema ważnymi działkami nie jest dobra dla redakcji, to jednak nie wyobrażam sobie, że miałabym nie brać dłuższych urlopów. Na szczęście szef się nie upierał i w listopadzie mogę śmignąć na Galapagos. Co wcale nie jest takie proste. Nigdy jeszcze nie leciałam nigdzie  w taki skomplikowany sposób i siedzę w internecie kombinując intensywnie jak się tam dostać tanio przy okazji spędzając kilka dni na lądzie w Ekwadorze. Momentami wymiękam i jestem skłonna poddać się i zamienić Galapagos na Kostarykę. Ale w tym wszystkim mam poczucie, że mieć takie dylematy to znaczy mieć szczęście w życiu. Bo mam pracę, którą lubię (czemu sama się dziwię) i w której sobie dobrze radzę i do której przeważnie nie muszę wstawać o świcie (przeważnie przychodzę do fabryki o 13-14, wychodzę 17-18). Mam czas dla kotów. Zarabiam może nie kokosy, ale na przyjemności mi wystarcza, na różne przelewy charytatywne i na jakieś tam oszczędności też. Mam fajne koty których wprawdzie jest za dużo, ale które na szczęście są zdrowe. A przy tym wszystkim dookoła mnie są ludzie których, lubię albo którzy chociaż nie działają mi na nerwy. I odkrywam, że lubię się starzeć:) Patrzę sobie spokojnie na różne zmiany w sobie i widzę, że  są one generalnie na plus. Bo choć urody ubywa z wiekiem, to przybywa pewności siebie i wiadomości własnych możliwości i to jest bardzo fajne. Coraz bardziej jet mi obojętne co inni myślą na mój temat i najważniejsze jest to, że ja siebie lubię:)

środa, 13 września 2017, reska

Polecane wpisy

  • Siedem kotów, Gruzja i perspektywa modelingu

    Dzieje się. Nie spodziewałam się, że jeszcze tyle różnych możliwości się przede mną otworzy, a życie stanie się szalone jak 10 lat temu. Rozpiera mnie energia,

  • Budzą się upiory

    Widziałam, że ten moment kiedyś nastąpi i gdy nadejdzie chwila odprężenia, obudzi się depresja. Za kilkumiesięczną pracę z naruszeniem życiowej równowagi trzeba

  • Wyzwania

    Odmładzam się nowymi doświadczeniami. Nie sądziłam, że w dojrzałym wieku zafunduję sobie takie bogactwo i intensywność zawodowych doznań. Jeszcze pół roku temu

TrackBack
TrackBack URL wpisu: