Nic człowiekowi bardziej nie poprawia humoru niż wiadomość, że inni też mają pod górkę. A już najbardziej humor poprawia informacja, że ktoś ma gorzej niż ja.
Listonosz przyniósł mi dziś pismo o administratora mojej wspólnoty mieszkaniowej. Bezczelny prezes Famixu odmawia mi zwrotu nadpłaconych opłat, a nadpłacałam z powodu błedu matematycznego w akcie notarialnym, a później w księdze wieczystej. Rzecz w tym, że Famix wiedział, że nadpłacałam, a ja tej wiedzy nie miałam z braku odpowiednich danych. Do tego tradycyjnie w mieszkaniu mam temperaturę nieprzepisową po wymianie przez rzeczoną firmę grzejników, a Famix od 2 lat nie może do mnie trafić z temometrem, pomimo licznych monitów, a to jest warunkiem dodania żeberek.
I kiedy rozzłoszczona pismem od Famixu wyszłam z domu, natknęłam sie na sąsiadkę, której na skutek kiepskiego ogrzewania zalągł się w mieszkaniu grzyb. I jak wyrósł, tak się trzyma na suficie, bo warunki ma sprzyjające. Od razu mi się humor poprawił:) Jejku, jak ja się cieszę, że nie mam grzyba w mieszkaniu!
Blog staje się ostatnio miejscem, w którym wylewam frustracje. Dziś ponarzekam na problemy z mieszkaniem.
Udało mi się szczęśliwie na koszt miasta podpisać akt notarialny prostujący błąd w obliczaniu udziału mieszkania w nieruchomości wspólnej. Nie obyło się bez zgrzytu. Pani z urzędu miasta już u notariusza pod rygorem niepodpisania umowy(!) wymusiła zapis, że opłaty za użytkowanie wieczyste w nowej wysokości będą naliczane dopiero od nastepnego roku. A dodam, że akt nie dotyczył zmiany udziałów, lecz sprostowania błędu. W końcu opłaty zgodnie z prawem liczy się od rzeczywistej powierzchni, a nie zafałszowanej. A notariusz to przyklepał, bo to jest notariusz miejski, że tak powiem, i od koryta nie będzie się odcinał. Wił się jak piskorz, gdy pytałam, czy zapis w KW ma pierwszeństwo przed stanem faktycznym przy naliczaniu opłat i na pytanie o prawne aspekty odpowiadał "urząd pewnie się nie zgodzi", ewentualnie napomykał o przedawnieniu, które mnie nie dotyczy. No nic, będę tego dochodzić pisemnie. Jak się upewnię, że mam rację, to w ostateczności pozwę stolicę do sądu.
Kolejne boje odbyły się w administracji mojego bloku, gdzie p. prezes Famixu traktował mnie jak osobistego wroga, a nie klienta, który mu płaci. Z jednorazowymi składkami na fundusz remontowy był ten sam cyrk co z opłatami za użytkowanie wieczyste. Czyli najlepiej, żebym płaciła, ile płacę, a o oddaniu nadpłaconych kwot nie ma mowy. Tyle że tu dla odmiany pan prezes chce mi skrócić o 7 lat ustawowy termin przedawnienia;)
Przy okazji poruszyłam sprawę mojego niedogrzango mieszkania z temperaturami zimowymi od 12C. W ciągu dwóch ostatnich zim odwiedzily mnie 4 różne komisje, a żadna nie wzięła ze sobą termometra, ktory jest kluczowy do tego, żeby zwiększyć liczbę żeberek w kaloryferze. Każą mi czekac do następnej zimy. Zapytałam, czy nie mogą zastosować powszechnie używanych wzorów do określania mocy grzewczej kaloryfera w zależności od kubatury pomieszczenia i paru innych czynników. Bezczelny prezes Famixu nieodmiennie nieuprzejmym tonem odpowiedział, że kaloryfera może nie być wcale, bo ważna jest tylko to, żeby temperatura w mieszkaniu osiągała ustawowe minimum. Niby jak ma osiągać bez kaloryfera? Ognisko mam w domu palić?
Przyznam, że wymiękam. Dochodzę tego, co mi się należy. Błąd spowodował urząd, który mnie teraz oszwabia, zamiast się pokajać, administracja miała dane, które pozwalały na sprostowanie błędu i nic z tym nie robiła, a ja od 2 miesięcy jestem odsyłana od Annasza do Kajfasza i pukam do kolejnych drzwi, gdzie traktują mnie jak intruza. Zastanawiam się, jak ja bym sobie z tym radziła, gdybym nie była
prawnikiem z wykształcenia. Pewnie oddałabym sprawę walkowerem i płaciła
potulnie zawyżone opłaty.