Wpisy z tagiem: róża

niedziela, 05 lutego 2012
Zanim poszłam na "Różę" Wojciecha Smarzowskiego, czytałam, że jest to film o miłości i o sytuacji Mazurów po zakończeniu II wojny światowej. Wiedziałąm, ze są tam sceny okrutne i wydawało mi się, że wiem, czego po tym filmie można się spodziewać.

Pomyliłam się. To jest film o takim natężeniu okrucieństwa i nasączeniu mrocznością, że dosłowne bija w fotel. "Wbijanie w fotel" wydawało mi się zawsze metaforą, ale tutaj ma  ono miejsce dosłownie. "Róża" ma ogromną siłę rażenia, trudno się otrząsnąć, gdy film się kończy.

Film jest o spotkaniu dwojga ludzi przeczołganych przez życia, między którymi rodzi się miłość, małomówna miłość. Tu zresztą nie ma czasu na gadanie, bo jest walka o przetrwanie. I tę dwójkę łączy najpierw swoista wspólnota interesów i wymiana usług: on zapewnia jej ochronę przez napadami i gwałtami, ona jemu codzienną troskę i namiastkę domowego ciepła. Są z róznych światów, ale o róznicach nie ma mowy, tego tematu w ogóle nie ma. Nie mogą liczyć na nikogo innego, zbliża ich walka ze wspólnymi wrogami, więc rodzi się miłość - tak poniekąd z konieczności, z braku innego wyjścia.

To jest rzecz o granicach człowieka, o sytuacjach skrajnych. I o potwronej bezradności oraz zachowaniu godności w tej bezradności. "Róża" pokazuje sytuację kobiet po przegranej wojnie - w konkretnych okolicznościach historycznych. Ale czy po innych wojnach jest lepiej? Gwałty są ukazane bez znieczulenia i trudno je odebrać jako sceny seksu, to jest najobrzydliwsza przemoc i okrucieństwo dosięgające najbardziej intymnych obszarów człowieka, a za ofiarą ciągnie się jeszcze piętno hańby, czego absurdalność jest tu świetnie pokazana.

Do tego ta prawie nieznana historia Mazurów. I generalnie innej ludności ze wschodnich rubieży III Rzeszy. Ludzi, którym się nie współczuło, bo to przecież Niemcy, a przynajmniej z Niemcami związani, kobiety wypchnięte poza nawias, często odrucone przez własne wspólnoty z powodu gwałtów, ukrywające je jako wstydliwą tajemnicę. "Róża" pokazuje piekło tych kobiet. Nie tylko ich zresztą. Także ludzi sprzeciwiających się reżimowi, tyle że ich historia jest bardziej znana.

Film jest zrobiony perfekcyjnie. Jest logiczny i nieprzegadany, każda scena ma sens, a działanie motyw. Aktorzy grają perfekcyjnie, tu się nie wyczuwa gdy, tylko czuje rzeczywiste emocje bohaterów. Tak znakomitego filmu nie widziałam dawno i jakkolwiek unikam w kinie przemocy, to cieszę się , że dla "Róży" zrobiłam wyjątek.